Pokazywanie postów oznaczonych etykietą soundtrack. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą soundtrack. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 21 kwietnia 2013

Weekend z soundtrackiem: Cowboy Bebop.

W końcu udało mi się porządnie zabrać za soundtrack towarzyszący anime pt. Cowboy Bebop. Ścieżka dźwiękowa do tego serialu jest praktycznie równie legendarna jak on sam (a nawet troszkę bardziej), a wagę jaką dla twórców ma muzyka widać choćby w nazewnictwie poszczególnych odcinków. Ale zanim przejdziemy do poszczególnych nagrań chciałbym wam pokrótce przedstawić co i jak. Autorką jest Yoko Kanno wraz z zespołem The Seatbelts, który powstał specjalnie w celu nagrania ścieżki dźwiękowej do serialu. Samych albumów są trzy + soundtrack do kinówki, ale to nie wszystko bo oprócz nich pojawiły się jeszcze mini albumy, CD z singlami a nawet płytka z remixami najważniejszych piosenek, która została nagrana tak by sprawiać wrażenie pirackiej audycji radiowej. Na soundtracku dominują motywy bluesowe oraz jazzowe ale tak na prawdę znajduje się tutaj wszystko od heavy metalu przez muzykę inspirowaną dzikim zachodem po muzykę klasyczną. Jako, że nagrań jest sporo postanowiłem wyszczególnić pięć moich ulubionych pozycji bez jakiejś określonej kolejności. Resztę ciekawych nagrań, które nie załapały się do tej piątki postaram się linkować w opisach. Tak więc nie zwlekajmy: oto moje subiektywnie ulubione nagrania z Cowboya Bebopa!

sobota, 30 marca 2013

Sobota z soundtrackiem: Gra o Tron.

Lord Stark miał rację!
Jako, że jutro nadejdzie długo wyczekiwana premiera 3ciego sezonu Gry o Tron (to źle, że skrycie kibicuję Lannisterom?) chciałem skorzystać z okazji i przypomnieć wam jak ta cała Gra o Tron brzmi. Zanim jednak wkręcę wam motyw główny (ci go znają mogą już go zacząć nucić) chciałbym pokrótce przedstawić sylwetkę kompozytora, który popełnił tą ścieżkę: Ramin Djawadi, twórca m.in. niezłej ścieżki do Iron-mana i fenomenalnego soundtracka do gry Medal of Honor. Musicie wiedzieć, że pan Djawadi nie był pierwszym wyborem na stanowisko kompozytora: dostał tą fuchę dopiero na 10 tygodni przed premierą serialu. Dodatkowo producenci nałożyli na niego pewne ograniczenia: nie mógł używać wokali solo ani elementów bluesa, które to były już wykorzystywane w innych podobnych produkcjach. A skąd zaczerpnął pomysł na wrywający się w pamięć motyw tytułowy? Jako, że pracował już na prawie ukończonym materiale, pozwolono mu obejrzeć wygenerowaną komputerowo czołówkę, która silnie go zainspirowała. Poniżej macie efekt tej inspiracji:




Co tu dużo mówić, ten motyw znają pewnie wszyscy, nawet ci którzy serialu nie oglądali (ale mają znajomych, którzy ich katowali tym utworem – jeśli ktoś przeze mnie cierpiał to niech wie: nie mam wyrzutów sumienia!). Pytanie tylko czy poza głównym motywem są jakieś inne ciekawe utwory? Jako, że siłą serialu są głównie jego dialogi, większość nagrań ze ścieżki dźwiękowej służy jako tło, nie wyróżniające się niczym szczególnym. Na pierwszej płycie urzekły mnie tak naprawdę tylko 3 utwory. Jeden macie powyżej a dwa kolejne to: „The King’s Arrival” oraz „Finale”.



Ten pierwszy urzeka przede wszystkim taką… średniowiecznością i pompatycznością. Daje się czuć, że dotyczy jakiegoś ważniaka. Mniej-więcej po 1/3 następuje przejście, po którym dość łatwo można sobie wyobrazić wjeżdżającego do zamku wraz z całą świtą króla Roberta. Po głównym motywie, jest to chyba mój ulubiony utwór z pierwszej płyty. „Finale”, mimo że w sporej mierze opiera się na motywie przewodnim, ujmuje słuchającego swoją partią wokalną. Jak dla mnie jest to świetne zwieńczenie pierwszego soundtracka jak i pierwszego sezonu.

Ścieżka do drugiego sezonu prezentuje już nam trochę większą różnorodność. Świetne jest np. „Winterfell”, swoimi smyczkami sięgające prosto w duszę.



Gdy słyszę ten utwór oczyma wyobraźni widzę pola przykryte śniegiem (choć zwarzywszy na pogodę nie muszę polegać na wyobraźni – wystarczy wyjrzeć za okno). Do gustu przypadł mi również motyw towarzyszący Theonowi Greyjoyowi – „Pay The Iron Price”. Daje się w nim odczuć wagę czynu, który został przez niego popełniony. Chciałbym też pogratulować producentom decyzji o uwzględnieniu „Deszczy z Castamere” podczas napisów końcowych 9 odcinka. Świetny męski wokal pięknie ilustruje smutną historię opowiedzianą w tej pieśni:



Zanim zakończę dzisiejszą notkę chciałbym dodać, że opinie krytyków były mocno średnie (co zrozumiałe, bo tylko kilka utworów jest naprawdę dobrych). Jeden z nich zarzucił motywowi głównemu, że jest cienki i że kiepsko ilustruje tytułową sekwencję. Mam dla niego radę: CZAS WYMIENIĆ BATERIE W APARACIE SŁUCHOWYM! Za tydzień natomiast, zgodnie z prośbą, przyjrzymy się ścieżce do Cowboya Bebopa!

sobota, 23 marca 2013

Sobota z soundtrackiem: Tron Dziedzictwo



Uwaga Programy! Dzisiaj na wyświetlaczu macie okazję podziwiać odcinek nr 3 serii notek o soundtrackach. Tym razem pod mikroskop trafia ścieżka dźwiękowa z filmu Tron: Dziedzictwo popełniona przez duet w hełmach – Daft Punk. Ścieżka dźwiękowa, która, powiem wam już teraz, wymiata. Jest tak dobra, że złośliwcy twierdzą, że sam film jest 2 godzinnym teledyskiem.

Ale, ale… nie spawnowaliśmy się tutaj by wymieniać linie dialogowe o filmie prawda? A więc: z grubsza soundtrack można podzielić na dwie części – jedną zajmują utwory zdominowane przez motywy czysto symfoniczne a drugą elektroniczny orgazm znany też jako „nagrania zrobione przez Daft Punk”. Przyjrzyjmy się więc poszczególnym częściom, zaczynając od tej, w której dominuje orkiestra. O dziwo jest ona.. mocno standardowa. Partie smyczkowe mimo, że ujęte w ramy bardzo prostego motywu przewodniego tutaj sprawdzają się świetnie. Oczywiście to może być kompletnie moje wrażenie, gdyż na dźwięk jakichkolwiek skrzypiec aż mi piksele w ciele wibrują. Zresztą, sprawdźcie sobie sami: macie tutaj utwór o nazwie „Flynn Lives”, rozpoczynający się najbardziej oczywistymi skrzypcami jakie słyszałem. Ale co z tego! Brzmi to fantastycznie! Oprócz niego jest jeszcze kilka czysto symfonicznych utworów (no z małymi elektro-wstawkami), z których na wymienienie zasługuje „Adagio forTRON”, w którym ładnie, szczególnie w ostatnich sekundach, przebrzmiewa smutek opowieści o upadku tworów ISO.

Druga część to natomiast czysto elektroniczne nagrania takie jak słynny „Derezzed”. Pozornie chaotyczne, stało się prawdziwą wizytówką całego filmu, na długo przed premierą. Mimo, że ma w sobie jakiś taki magnetyzm to przyznam wam się, że tak przewałkowałem to nagranie, że teraz nie jestem w stanie go słuchać. Ale na obronę powiem, że znam ludzi, którzy z całego soundtracka lubią jedynie to nagranie. Znacznie bardziej podoba mi się „Solar Sailer”, dający słuchaczom wytchnienie i ładnie współgrający z chwilą zadumy w scenie z tym utworem. Na równi z nim (i wyżej niż „Derezzed”) stawiam też „End of line”, który najbardziej ze wszystkich nagrań nosi na sobie znamiona duetu w kaskach. Świetna linia melodii poprzecinana wstawkami dźwiękowymi jak z gier z epoki 8-bitów.

Według mnie najlepiej z całego soundtracka prezentują się utwory, które łączą klasyczne instrumenty z elektronicznym brzmieniem. Taki choćby „C.L.U”, towarzyszący dynamicznej scenie walki w powietrzu. Dwa, zdawałoby się przeciwne, motywy współgrają ze sobą w ładnej harmonii, co słychać chyba najbardziej w połowie nagrania. W bardzo podobnym tonie utrzymany jest „TheGame Has Changed”. Moje ulubione utwory?


Przede wszystkim fenomenalny „Disc Wars” (skrzypce, skrzypce, skrzyyyypce!!), w którym w połowie orkiestra symfoniczna oddaje pałeczkę komputerowi. Szczerze, za każdym razem gdy mam coś napisać ten utwór leci w tle; jest taki… motywujący i zagrzewający. Po prostu świetna robota! Drugi, z moich ulubionych utworów to „The Grid”.


Fenomenalna wstawka z Jeffem Bridgesem (grającym jedną z głównych partii w filmie) w roli narratora opisującym świat Sieci PRAWIE dorównuje narratorskim dokonaniom takiej jednejosoby. Po jego gadce następuje bardzo ładny motyw elektroniczny, świetnie wprowadzający w nastrój całego soundtracka.

Na zakończenie warto jeszcze wspomnieć o nagraniu, które nie znalazło się na płycie ze ścieżką dźwiękową. Mam tu na myśli „Separate Ways(Worlds Apart)”, które pojawia się, gdy pierwszy raz od 20 lat ktoś wchodzi do salonu gier. Świetne nagranie, stanowiące nie dość, że komentarz odnośnie relacji głównego bohatera z ojcem, to świetną grę na nostalgii, przypominającą mi czasy gdy podobne piosenki leciały w salonach do których ja chodziłem. Także tego… nigdy nie byłem dobry w pisaniu zakończeń więc ujmę to tak: to koniec tej notki. Tradycyjnie zapraszam do komentowania i sugerowania co mam zrecenzować za tydzień.

sobota, 16 marca 2013

Sobota z soundtrackiem: Incepcja



W dzisiejszym wydaniu soundtrackowej soboty chciałbym przedstawić wam ścieżkę dźwiękową ze świetnego filmu z 2010 roku pt. „Incepcja”. Napisana przez jednego z najbardziej znanych kompozytorów na świecie, Hansa Zimmera, głównie zapadła mi w pamięć jako „ta, która dała światu instrumenty dęte blaszane”. Oraz pewien dźwięk, z którego szydzili nawet w South Parku (a z czego oni jeszcze nie szydzili?), i który został rozwodniony w innych zwiastunach.

buuooooaaaahhh!

Ciekawe jest, że utwór z trailera – „Mind Heist” został napisany nie przez Zimmera ale przez innego kompozytora: Zacka Hemseya i to wyłącznie na potrzeby zwiastuna. Samo nagranie to czysta epickość. Proponuję eksperyment: włączcie sobie go w tle podczas wykonywania codziennych obowiązków. Zwykłe pójście do kibelka urasta wtedy do rangi wyprawy w celu uratowania świata czy czegoś równie epickiego. Dlatego za skandal uznaję decyzję o niewłączeniu „Mind Heist” do reszty soundtracka. Na szczęście sama ścieżka dźwiękowa też się broni i to głównie za sprawą kanonady dętych blaszaków. Oprócz charakterystycznych motywów (buuooooaaaahhh!) słyszymy też całkiem sporo elektronicznych sampli, które jednak nie wybijają się ponad dźwięki orkiestry.

Osobiście moim ulubionym utworem jest przepiękny „Time”: spokojny na początku, powolutku jest uzupełniany przez kolejne instrumenty, a gdy do całości dołącza gitarka elektryczna całość nabiera mocy. Zresztą posłuchajcie sami:



Zaraz po „Time” najczęściej wałkowanymi przeze mnie utworami są „528491” i, jakżeby inaczej, „Dream is Collapsing”. Ten pierwszy w ciągu swoich 2:23 minut bardzo ładnie buduje napięcie by na sam koniec eksplodować znanymi już wszystkim (klikacie linki prawda?) dźwiękami. Z kolei „Dream is Collapsing”… oh cóż to za nuta! Genialnie wpisująca się w akcję filmu, nadająca mu niesamowitego dynamizmu. Broni się także po wyjęciu jej z kontekstu obrazu. Jakiś czas po premierze filmu i soundtracku co i rusz się natykałem na komentarze użytkowników Youtube’a, którzy sugerowali coś w stylu: ścisz dźwięki w tym klipie i w tle puść „Dream is Collapsing”. Nie dziwię się kurde. Puszczone w tle to nagranie może sprawić, że obrady sejmu nabiorą rangi i ważności (nie wspominając o pięknych ujęciach przyrody).

W filmie główni bohaterowie używają pięknej piosenki Édith Piaf „Non, je ne regrette rien”, jako sygnału do wybudzania się. Samej piosenki w całości niestety nie uświadczymy na ścieżce dźwiękowej, jedynie kilka jej sekund zostało wplecione w utwór „Waiting for a train”. Z samym nagraniem wiąże się bardzo ciekawa rzecz. W filmie bohaterowie schodzą na różne poziomy snu co objawia się między innymi zwolnieniem upływu czasu; parę godzin na jednym poziomie trwać może 10sekund na poziomie wyżej. To ma swoje odniesienie w soundtracku: Otóż pierwsze dźwięki „Non, je ne regrette rien” zostały spowolnione przez Hansa Zimmera, dając nam słuchaczom główny motyw filmu (copotwierdza poniższy link)! Świetne zagranie Hans!

Na dzisiaj to tyle. Jak zawsze, jeśli macie jakieś sugestię odnośnie soundtracków do zanalizowania przeze mnie, zostawiajcie je w komentarzach. Podobałby się wam pomysł by przybliżać też sylwetki kompozytorów?

sobota, 9 marca 2013

Sobota z soundtrackiem: Wall-e



Witajcie! Chciałbym wam zaprezentować nowy cykl notek na Kino Myśli! Jako, że z częstotliwością dodawania notek ostatnio było dość… krucho, postanowiłem, że co tydzień w sobotę będę wam prezentował nowy soundtrack. Mam nadzieję, że korzyści będą dwustronne: wy miło spędzicie czas przy świetnej muzyce a ja wprowadzę trochę więcej systematyczności. Oczywiście co by nie było zbyt monotonnie poszczególne notki o soundtrackach będę starał się przetykać normalnymi. No to lecim!

Na pierwszy ogień idzie moja ulubiona produkcja magików ze studia Pixara: „Wall-e”. Mistrzowie ciarek na plecach, wirtuozi gry na emocjach… jakkolwiek by ich nie nazywać jedno jest pewne: chłopaki i dziewczyny z Pixara robią cholernie dobre animacje. Magia ich produkcji polega na tym, że potrafią pokazać wzruszające i piękne sceny bez użycia słów (każdy kto widział początek „Odlotu” wie o czym mówię). Tak samo jest z „Wall-e”, gdzie główny bohater, niczym jakiś pokemon, potrafi wymawiać tylko swoje imię. Ale to nie szkodzi gdyż ciężar przekazania emocji biorą na siebie jego mimika i ścieżka dźwiękowa, na której chcę się tu skupić.

Za soundtrack odpowiada Thomas Newman, który wraz z Pixarem współpracował już przy okazji „Gdzie jest Nemo”. Oprócz utworów skomponowanych przez Newmana (będących mieszanką klasycznych instrumentów i elektronicznych sampli) na soundtracku znaleźć też można dwie perełki: „Put on your Sunday clothes” z musicalu „Hello, Dolly!” oraz „La vie en rose” w wykonaniu Louisa Armstronga. Powiem wam, że gdy oglądam czołówkę filmu i po uroczym i optymistycznym „Put on your Sunday clothes” słyszę upiorny utwór o nazwie „2815a.d.” to aż się wzdrygam od gęsiej skórki. Wybitne połączenie. Ale tytuł najlepszego utworu całego soundtracka według mnie przypada „Define Dancing”, które towarzyszy scenie kosmicznego tańca.


Kurczę, jest coś takiego w soundtrackach do Pixarowych produkcji co szarpie za nerwy połączone z kanalikami łzowymi prawda? Co ciekawe, reżyser chciał by w tej właśnie scenie w tle leciał „Stardust” Binga Crosby’ego, lecz Newman się uparł i całe szczęście! Skrzywdziłby ten film niezmiernie a tak dzięki temu otrzymujemy utwór – perełkę, który idealnie uzupełnia scenę (ah ten buziak od EVE!). Reszta ścieżki dźwiękowej prezentuje również wysoki poziom z wybijającym się ponad resztę motywem małego robocika M-O; znalazło się też miejsce na małe muzyczne odniesienie (uwaga: spory spojler do „Wall-e” w linku) do klasyki kina Sci-Fi. Całość została nominowana do dwóch Oscarów w kategoriach Najlepsza Muzyka i Najlepsza Piosenka (w obu wygrał maksymalnie przereklamowany wg. mnie film „Slumdog. Milioner z ulicy”).

To by było tyle na dziś. Co powiecie na taką formę cotygodniowych notek? Macie propozycje jakichś innych soundtracków, które powinienem za tydzień omówić?