Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Operacja Argo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Operacja Argo. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 17 grudnia 2012

Recenzja: "Operacja Argo".



Prawdopodobnie wielu z was imię Bena Afflecka kojarzy się z filmami tak złymi, że filmy denne wytykają je palcami, śmieją się im w twarz i zabierają im pieniądze na lunch. Możecie tego nie wiedzieć, ale Affleck jako aktor jest zdobywcą aż trzech statuetek Złotych Malin (które przyznaje się zanajgorsze filmy i role). Dlatego gdy usłyszałem, że jego najnowszy film „Operacja Argo” zbiera dobre recenzje postanowiłem sam to sprawdzić! No bo jak to tak? Czy najgorszy aktor Hollywoodu nagle zaczął kręcić dobre filmy? To z kogo się teraz będziemy nabijać? Cóż… na to ostatnie pytanie odpowiedzi niestety jeszcze nie ma. Co do wcześniejszych: przeczytajcie poniższą recenzję to się dowiecie.


Nie cierpię plakatów, do których nie mogę się przyczepić
















Film jest oparty na prawdziwej historii i opowiada losy agenta CIA Tony’ego Mendeza (granego, a jakże, przez Afflecka), któremu powierzono zadanie wydostania z ogarniętego anty-amerykańską gorączką Iranu sześciu pracowników ambasady USA, którzy zbiegli z niej po ataku wściekłego tłumu. Plan jest zgoła szalony: podając się za ekipę kręcącą film science-fiction Mendez chce przeprowadzić szóstkę uciekinierów przez pilnie strzeżoną granicę.

Fabuła nie jest przesadnie skomplikowana, nie jest też nafaszerowana nagłymi zwrotami akcji ani nie ma w niej intensywnych pościgów czy brania na klatę chmury pocisków z karabinów. Powiedzmy sobie szczerze: to nie jest film akcji ani nawet film sensacyjny. Mamy tu do czynienia ze świetnym thrillerem skonstruowanym na wzór filmów o napadach na bank. Fabuła podąża więc sprawdzonym schematem: zbieramy ekipę, planujemy i jazda. I to się bardzo dobrze sprawdza. Dodatkowo, w pierwszej części filmu, podczas kompletowania ekipy, pojawiają się dwie postaci drugoplanowe, które tak naprawdę kradną cały show. Mowa tu o jowialnym charakteryzatorze z Hollywoodu Johnie Chambersie (wyśmienita rola Johna Goodmana) i o producencie filmowym Lesterze Siegelu (w tej roli równie dobry Alan Arkin), którzy tworzą bardzo zgrany duet oferujący nam sporą dawkę inteligentnego humoru.

„Operacja Argo” tak naprawdę błyszczy w momencie gdy Mendez przybywa na miejsce akcji, wtedy też zauważamy jak bardzo dobrym jest thrillerem: bezbłędnie udaje się jej wytworzyć atmosferę niepokoju i zagrożenia. Affleck za kamerą wirtuozersko wręcz szafuje napięciem: potęguje je tam gdzie trzeba ale też i daje momenty wytchnienia (zazwyczaj dostarczonego przez nasz sypiący tekstami duecik). Przyznam się wam, że niepokój jakiego doświadczają czekający na ratunek w zupełnie obcym kraju obywatele USA udzielił mi się błyskawicznie: podczas seansu siedziałem cały spięty na krawędzi fotela, ze zniecierpliwieniem wyczekując tego co wydarzy się dalej.

Jest to film w całej swojej kameralności wyjątkowo emocjonujący i z czystym sercem polecam go każdemu, kto ma ochotę zobaczyć bardzo dobrze zrealizowany thriller. Affleck udowadnia nam, że tkwił w nim głęboko (zapewne w jego seksownym dołeczku) ukryty talent reżyserski, który zaczyna wypływać na powierzchnię. Jego następny reżyserski projekt będę już śledził od samego początku.

Moja ocena: 8,5