Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Merida Waleczna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Merida Waleczna. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 3 września 2012

Recenzja: Merida Waleczna.



Oto nadszedł ostatni z pięciu wakacyjnych, subiektywnie ważnych dla mnie filmów: Merida Waleczna. Dorosły facet i chodzi na bajki? No cóż… to nie są zwykłe bajki moi drodzy tylko animacje robione przez studio Pixara (kiedyś wam wytłumaczę różnicę), które przyzwyczaiło nas do dorosłych, dopracowanych w każdym szczególe produkcji. Czy i tym razem Pixar stanął na wysokości zadania? Czy podczas seansu zalewałem się łzami jak podczas pierwszych minut Odlotu (a co!)? A może wzdychałem z zachwytu jak na widok podróży Wall-e przez galaktykę? Cóż… te i inne odpowiedzi poznacie czytając poniższą recenzję. Jedyne co mogę teraz powiedzieć to to, że było… rudo. Bardzo.



Teraz każdy dzieciak będzie chciał strzelać z łuku.




















Zacznijmy jednak od fabuły. Rzecz dzieje się w dawnej Szkocji, pełnej magii, niebezpieczeństw i twardych ludzi (pomijając tych kolesi, którzy zachowują się jak Włosi). Śledzimy losy księżniczki Meridy, córki króla Fergusa (świetny głos Ferdka Kiepskiego) i królowej Elinor. Młoda Merida oprócz tego, że jest właścicielką najlepiej animowanych włosów ever, jest także porywcza i nie boi się wystąpić przeciwko wiekowym tradycjom i własnej matce, silnej propagatorce owych tradycji. Wynika z tego niemała draka, szczególnie gdy Merida, która nie potrafi przekonać matki do swoich racji, sięga po mniej konwencjonalne środki zmiany losu.

 I tu pojawia się pierwsze zaskoczenie, gdyż otrzymujemy tutaj wyjątkowo kameralną opowieść, która skupia się głównie na rozwoju relacji buńczucznej łuczniczki i jej twardo broniącej tradycji matki. Odrobinkę zmylony zwiastunami (który to już raz hę?) oczekiwałem czegoś.. większego? Bardziej epickiego? Ale przyznam, że gdy pierwsze zaskoczenie minęło wsiąkłem w historię i nie widzę nic złego w jej kameralności. Fabuła prze do przodu bez żadnych większych przeszkód i choć nie pozostawia człowieka zdruzgotanego emocjonalnie (a niech cię Toy Story 3!) to nie pozostawia też niedosytu. Jedyne co mogę zarzucić to, że w filmie czuć bardziej Disneya niż Pixara. Wirtuozeria w snuciu opowieści  tych drugich pojawia się niestety tylko w kilku scenach. Troszkę szkoda, bo czuć było potencjał na coś większego.

Żadnych zastrzeżeń nie mam co do warstwy audio/wideo. Polska ekipa dubbingująca spisała się świetnie i chciałbym tutaj wyróżnić zarówno Ferdka Kiepskiego i panią od Meridy, która nadała głosowi głównej bohaterki zadziornego charakteru. Całość uzupełnia odpowiednio celtycka ścieżka dźwiękowa (szczególnie fajna w wersji angielskiej) i przepiękne krajobrazy. Pixar jak mało kto potrafi oczarować wykreowanym światem, a Merida Waleczna nie jest wyjątkiem. Dodam jeszcze, że kompletnie nie opłaca się iść na wersję 3D: to tylko beznadziejny dodatek. To jest jak z pamiętną Dosią: po co przepłacać jeśli nie widać różnicy?

Podsumowując: miałem z oceną Meridy niemały problem, lecz po dłuższym zastanowieniu stwierdzam, że film był dobry. Może i nie grał na emocjach tak jak reszta Pixarowych produkcji, niemniej jest to solidna animacja i nie uważam czasu jej poświęconego za stracony. Wyszedłem z kina odrobinkę zaskoczony ale na pewno nie zawiedziony. Polecam tym, którzy chcą się oderwać od kolejnych sequeli Madagaskaru i Epoki Lodowcowej.

Moja ocena: 7,5.