Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ścieżka dźwiękowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ścieżka dźwiękowa. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 19 maja 2013

Weekend z soundtrackiem: Drive.

Jak widzicie wieści o śmierci "weekendu z soundtrackiem" są mocno przesadzone! W dzisiejszej edycji przyjrzymy się bliżej muzyce ze świetnego filmu z Ryanem Goslingiem, którą skomponował niejaki Cliff Martinez - były perkusista Red Hot Chili Peppers. Zanim jednak przejdę do opisu poszczególnych nagrań chcę wam przedstawić pokrótce moją teorię dotyczącą muzyki filmowej. Otóż z grubsza można ją podzielić na dwa rodzaje. Pierwszy to taka ścieżka dźwiękowa, która atakuje nasze uszy i wbija się pod czaszkę niczym wiertarka udarowa wbijająca się... pod czaszkę. Do tej kategorii należą soundtracki z takich filmów jak Jurassic Park, Gwiezdne Wojny, Powrót do przyszłości czy Indiana Jones - ścieżka dźwiękowa staje się w tej kategorii na równie rozpoznawalna co film. Co innego z drugą kategorią: w niej soundtrack wtapia się w tło i to czasami tak mocno, że po filmie nie jesteśmy w stanie powiedzieć czy było słychać jakąkolwiek muzykę. Zatem... do jakiej kategorii należy soundtrack do "Drive"? Cóż... do obu.

sobota, 9 marca 2013

Sobota z soundtrackiem: Wall-e



Witajcie! Chciałbym wam zaprezentować nowy cykl notek na Kino Myśli! Jako, że z częstotliwością dodawania notek ostatnio było dość… krucho, postanowiłem, że co tydzień w sobotę będę wam prezentował nowy soundtrack. Mam nadzieję, że korzyści będą dwustronne: wy miło spędzicie czas przy świetnej muzyce a ja wprowadzę trochę więcej systematyczności. Oczywiście co by nie było zbyt monotonnie poszczególne notki o soundtrackach będę starał się przetykać normalnymi. No to lecim!

Na pierwszy ogień idzie moja ulubiona produkcja magików ze studia Pixara: „Wall-e”. Mistrzowie ciarek na plecach, wirtuozi gry na emocjach… jakkolwiek by ich nie nazywać jedno jest pewne: chłopaki i dziewczyny z Pixara robią cholernie dobre animacje. Magia ich produkcji polega na tym, że potrafią pokazać wzruszające i piękne sceny bez użycia słów (każdy kto widział początek „Odlotu” wie o czym mówię). Tak samo jest z „Wall-e”, gdzie główny bohater, niczym jakiś pokemon, potrafi wymawiać tylko swoje imię. Ale to nie szkodzi gdyż ciężar przekazania emocji biorą na siebie jego mimika i ścieżka dźwiękowa, na której chcę się tu skupić.

Za soundtrack odpowiada Thomas Newman, który wraz z Pixarem współpracował już przy okazji „Gdzie jest Nemo”. Oprócz utworów skomponowanych przez Newmana (będących mieszanką klasycznych instrumentów i elektronicznych sampli) na soundtracku znaleźć też można dwie perełki: „Put on your Sunday clothes” z musicalu „Hello, Dolly!” oraz „La vie en rose” w wykonaniu Louisa Armstronga. Powiem wam, że gdy oglądam czołówkę filmu i po uroczym i optymistycznym „Put on your Sunday clothes” słyszę upiorny utwór o nazwie „2815a.d.” to aż się wzdrygam od gęsiej skórki. Wybitne połączenie. Ale tytuł najlepszego utworu całego soundtracka według mnie przypada „Define Dancing”, które towarzyszy scenie kosmicznego tańca.


Kurczę, jest coś takiego w soundtrackach do Pixarowych produkcji co szarpie za nerwy połączone z kanalikami łzowymi prawda? Co ciekawe, reżyser chciał by w tej właśnie scenie w tle leciał „Stardust” Binga Crosby’ego, lecz Newman się uparł i całe szczęście! Skrzywdziłby ten film niezmiernie a tak dzięki temu otrzymujemy utwór – perełkę, który idealnie uzupełnia scenę (ah ten buziak od EVE!). Reszta ścieżki dźwiękowej prezentuje również wysoki poziom z wybijającym się ponad resztę motywem małego robocika M-O; znalazło się też miejsce na małe muzyczne odniesienie (uwaga: spory spojler do „Wall-e” w linku) do klasyki kina Sci-Fi. Całość została nominowana do dwóch Oscarów w kategoriach Najlepsza Muzyka i Najlepsza Piosenka (w obu wygrał maksymalnie przereklamowany wg. mnie film „Slumdog. Milioner z ulicy”).

To by było tyle na dziś. Co powiecie na taką formę cotygodniowych notek? Macie propozycje jakichś innych soundtracków, które powinienem za tydzień omówić?